poniedziałek, 1 października 2012

adios amigos

A więc... Dzisiaj wybywam na wieś. Prawdopodobnie ostatni już raz przed wylotem za ocean.
Ponadto stresuję się jak ch., gdyż kurier, który miał przywieźć mi mojego nikona, jest chyba trochę niepoważny. Jeśli dzisiaj go nie będzie, to się wścieknę.



A na do widzenia, wklejam megaśmieszny fragment mojej książki, aż sama się dziwię, że jestem taka zabawna -.- A tak serio... idę już, bo zaczynam się pogrążać.
 


   -Dobra. W takim razie powiedz mi… co robiłeś dziś w nocy?
   -Spałem? –odpowiedział Raahi pytaniem.
   -Okej, a poza tą częścią nocy w której naprawdę spałeś?
   -Aaa, wtedy… -Raahi spojrzał gdzieś ponad moją głowę i odparł –Spacerowałem.
   -Spacerowałeś –powtórzyłam.
   -Zgadza się.
   -W środku nocy.
   -Czasem mnie tak nachodzi.
   Westchnęłam z poirytowaniem.
   -Dobra Raahi, pytam poważnie. Gdzie się podziewałeś między dwunastą w nocy a czwartą nad ranem.
   -Brzmi jak przesłuchanie. Nic nie powiem bez adwokata –Raahiemu najwyraźniej dalej było do żartów.
   -Raahi! –krzyknęłam w końcu, czując się jakbym karciła pięcioletniego chłopca.
   -Mówię prawdę! –Raahi wstał, skrzyżował ręce na piersi i przechadzając się nerwowo po pokoju tłumaczył: -Po prostu czasem kiedy nie mogę zasnąć, muszę przez jakiś czas pochodzić. Bezsenność często mnie dopada w nowych miejscach, a spacer to jedyne co mi pomaga.
   -Niezależnie od tego czy jest to środek nocy, czy nie? –dopytywałam.
   Raahi popatrzał na mnie pobłażliwym wzrokiem i odrzekł:
   -Zazwyczaj jest to środek nocy. Bo śpi się w nocy, z tego co się zdążyłem zorientować. Chyba, że śpi się w dzień, a ja od urodzenia żyję w nieświadomości. Z tego wychodziłoby, że wcale nie cierpię na bezsenność, po prostu śpię nie wtedy kiedy trzeba.

niedziela, 2 września 2012

ja to zawsze szczęście mam, tatata!!! xD


                                                 (po prawej noga od Ani, po lewej moja :)

No to ten. Mam bloga słuchajcie. Ale takiego iście hamerykańskiego xD przygotowuję się do wyjazdu pełną parą, tak więc i bloga musiałam odpowiedniego przygotować. Ale później się nim podzielę, narazie muszę go trochę zapełnić, żeby jakoś wyglądał ;D 

Opowiedziałam dzisiaj mamie, jak w Posejdonie Arek i Jurek zrobili imprezę pożegnalną i zrobili mi drina, 1/16 wódki i 15/16 coli. Powiedziałam jej, że przez 2 tygodnie mnie potem usta szczypały. A mama co na to?
-Na przyszłość nie mieszaj coli z wódką, tylko wódkę osobno pij.
-.-

the expendables 2

Ten facet grał w Niezniszczalnych 2. W prawdzie był tym złym, no ale...
Wychodzi na to, że jestem pusta i lecę na mięśnie :D
Ale kto by nie leciał! Jak wpuścili na ekran takie ciacha jak Jason Statham, Sylvester Stallone, Terry Crews, Liam Hemsworth no i wyżej zamieszczony Scott Adkins. Nawet faceci w kinie byli w nich zapatrzeni jak w obrazek, a już najbardziej to Grześ, Mateusz i Wojtek xD
Czyli ogólnie film GENIALNY, sensacyjno-komediowy można by rzec. 
Polecam wszystkim, zwłaszcza że film ten zawiera takie muzealne eksponaty jak Chuck Norris, Schwarzenegger, Jet Li czy Bruce Willis ;P Nie wiadomo jak długo jeszcze pociągną, więc trzeba się spieszyć!

sobota, 18 sierpnia 2012

host family conversatioooon

No więc jestem umówiona z Laurą na Skajpaja na 6.30 czasu chicagowskiego, czyli 13.30 u nas.
Jestem tak zestresowana, że rozbolał mnie brzuch. Czuję się jakbym miała jeszcze raz zdawać prawo jazdy xD
No nic, najwyżej jej tam zemdleję przed kamerką.
Zdam relację później. No chyba, że umrę.
...
...
...
co jest wielce prawdopodobne.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Chicagoooo!

A więc... Chicago... IM COMIIIIING!!! 
Mało tego, że to trzecie pod względem wielkości miasto amerykańskie.
W dodatku to tam kręcony jest mój ulubiony serial 'Emergency Room'!
Nie wiem czy płakać czy sikać ze szczęśaia ;D

środa, 15 sierpnia 2012

im just a kid and life is a nightmare

 aaaa błagam, niech mi się dzisiaj przyśni jakiś normalny sen. albo najlepiej niech nic mi się nie śni.
proszęproszęproszęproszęproszęproszęproszę!!

oł yeaaah

Mój deser to ten po lewej. Ani-po prawej. 
Więc tyle, jeśli chodzi o słodycz.

Dzisiaj dowiedziałam się, że nie mam uczuć. I to od kogo?
Mama: Jesteś bez uczuć.
Ja: No widzę, że nic ci dzisiaj nie umknie.

Mama: Mówię ci, mów wyraźniej, bo się z ojcem nie rozumiemy.
Ja: Bo jesteście głusi.
Mama: Narazie mi tylko wzrok szwankuje.
Ja: To nie wiesz, że ślepota idzie w parze z głuchotą?
Mama: Ciekawe z czym idzie w parze bezczelność.

No więc podsumowując dzisiejszy dzień: Nie mam uczuć i jestem bezczelna :)

dziękuję.

niedziela, 12 sierpnia 2012

tabletka



   Przypomniała mi się dzisiaj taka akcja z mojego dzieciństwa, którą szczegółowo pamiętam do dzisiaj.
   Miałam 6 lat. Byłam z rodzicami na wsi u siostry taty. Jako, że od małego nie miałam koleżanek, tylko kolegów, bawiłam się z synem kolegi mojego wujka, Grzesiem starszym ode mnie o 2 lata. Pewnego dnia, Grześ wyciągnął mnie na dwór. Powiedział, że zakosił bratu jakąś tabletkę, którą znalazł w jego pokoju. Mówił, że to chyba jakaś dobra tabletka, bo Chimek ma ich dużo i często je bierze. Postanowiliśmy więc przekonać się o cudownych właściwościach białej tabletki na własnej skórze i przełamaliśmy ją na pół. Każde z nas wzięło po połowie. Później chwilę pobiegaliśmy za kurami ( :D ), pobawiliśmy się z psem i każde z nas wróciło do domu. Jazda zaczęła się wieczorem. Mama położyła mnie spać, ale ja... Ja nie mogłam zasnąć. Wcale nie dlatego, że źle się czułam. Nie było mi nawet nie dobrze. Po prostu wszędzie wokół były węże. Wiły się pod moim łóżkiem, na podłodze, na fotelach, pełzały po ścianach... Zaczęłam krzyczeć i płakać. Rodzice, ciocia i wujek wpadli przerażeni do pokoju i patrzeli na mnie w osłupieniu. A ja krzyczałam, żeby zabrali 'te węże'. Mama ze łzami w oczach podeszła do mnie i dotknęła mojego czoła. Okazało się, że płonę żywym ogniem. Zmierzyła mi temperaturę. 41 stopni. Ja krzyczałam coraz to bardziej, błagałam, żeby zabrali mnie od tych węży. Tata zadzwonił po karetkę. Kiedy mama wyszła ze mną do holu, żeby mnie ubrać, zaczęłam jej się wyrywać, jakby mnie coś opętało. A ja po prostu widziałam węże, które zaczęły ją obchodzić. Nie wiem co działo się potem, bo byłam tak przerażona, że straciłam przytomność. Jeden plus, wreszcie skończyłam krzyczeć. Cisza jednak nie trwała zbyt krótko, bo kiedy zemdlałam, alarm podniosła mama.
   Obudziłam się w szpitalu. Dostałam coś na zbicie gorączki. Lekarze mówili, że teraz powinno być dobrze. Jednak ja nadal miałam halucynacje. Kiedy zobaczyłam, że węże zaczynają wchodzić na moje łóżko, wskoczyłam stojącemu przy łóżku wujkowi na ręce. Ale wąż siedział też na jego ramionach. Znów zaczęłam płakać i krzyczeć. Lekarze przybiegli natychmiast. Byli zszokowani. Nie mieli pojęcia jak mi pomóc, ponieważ nie wiedzieli skąd biorą się halucynacje. W końcu do mojej sali zbiegli się chyba wszyscy lekarze (no dobra, nie wiem czy wszyscy, ale pamiętam, że było ich bardzo dużo), dostałam jakiś zastrzyk i zaczęłam zasypiać, czując na sobie spojrzenia kilkunastu par oczu. 
   Przez to, że byłam mała, nie potrafiłam zrozumieć tego co się stało. Przez następny tydzień spałam z rodzicami w jednym łóżku i nie odstępowałam ich na krok, ponieważ tak panicznie bałam się spotkania z jakimś wężem. 
    To było najbardziej traumatyczne przeżycie mojego dzieciństwa. Piszę o nim, ponieważ grałam ostatnio ze znajomymi w grę w pytania. Trafiło mi się pytanie o wydarzenie z dzieciństwa, które najbardziej utkwiło w mojej pamięci. Nie mogłam się zdecydować o czym opowiedzieć, więc nie opowiedziałam o niczym i obiecałam, że jak sobie przypomnę coś z dreszczykiem to opowiem. No i voila, oto moja opowieść. Dodam jeszcze, że później się dowiedziałam, że Grzesiu całą noc wymiotował i mówił coś o rozsypanym szkle. Nigdy z nim na ten temat nie rozmawiałam. Ciekawe co on widział...
   No i do dziś zastanawiam się, czy tą tabletką którą zjadłam nie było przypadkiem LSD.









Bo czym by był dzień bez Summer Paradise w radiu -.-

sobota, 11 sierpnia 2012

modlitwa o sen





Uwielbiam być w tym nastroju, kiedy każda najmniejsza nawet rzecz jest prześmieszna! xD

Fragment książki Jeffrey'a Deaver'a "Modlitwa o sen":
Policjant zaśmiał się zduszonym śmiechem.
-Dlaczego o tym nie zameldowaliście?
-Zameldowaliśmy, że Callaghan umarł -powiedział Adler.
-Wie pan, o czym mówię, panie doktorze.
-Myślałem, że go złapiemy bez hałasu.
-Jak mianowicie? Posłaliście po niego dwóch sanitariuszy i wynik jest taki, że jeden dał sobie rozwalić rękę, a drugi zesrał się w kombinezon.

Musiałam odłożyć książkę na pół godziny, żeby się uspokoić. Niepotrzebnie sobie to wyobraziłam.

Wdech... wydech... wdech... wydech... Okej... wracam do czytania.





Wyślę się tam.
http://www.youtube.com/watch?v=Ajq4Ek-jChA

piątek, 10 sierpnia 2012

dara i sahara


Zegar z peronu 9 i 3/4 pokazuje godzinę 21.28. Sara znów myśli o jedzeniu. W telewizji akurat puszczają reklamę z Okrasą i Pascalem.
Ja: Kogo byś wolała, Pascala czy Okrasę?
Sara: Tego który lepiej gotuje. I więcej.

(Sara wypełnia mi referencję personalną do CC)
-Daria dużo je... więc będzie państwa dzieciom wyjadać jedzenie z talerza... więc będą chude. Co jest dużym sukcesem w Ameryce...

No i na koniec, hasełko wróżbity Macieja:
Karty przede wszystkim pokazują, że jest pani osobą mającą serce na talerzu.

Na dobranoc ]xD  słodkich snów!

weeeennnnnaaaa

paczymy z Anką.


A więc. Książka, którą piszę (tak taaak, I'm a writer), doczeka się publikacji. Muszę jednak jeszcze dopisać parę rozdziałów, a na oddanie manuskryptu mam pięć tygodni. Brakuje mi jednak weny. Muszę uśmiercić jednego z bohaterów książki, za pomocą innego bohatera. Nie mam jednak pomysłu na jakąś ciekawą makabryczną śmierć. Do głowy przychodzą mi takie zbrodnie jak podcięcie nadgarstków wiszącemu na moście, obranie ze skóry albo dosypanie do jedzenia skruszonego szkła, co po przedostaniu się drobinek do krwiobiegu spowodowałoby przebicie wszystkich żył. Z tym że to akurat byłby plagiat. Wszystkie te sposoby uśmiercania pojawiły się w genialnych powieściach mojego ulubionego autora, Jeffrey'a Deaver'a.
...
...
...
Potrzebuję weeeenyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy!!!!

My Wena is lonely tonight
She cries when I turn out the light
She's only happy when I'm holding her tight
Oh, my Wena
Take a look at my Wena



 A oto dająca do myślenia historia... Kiwi ;)
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=KIqXwgX5NvY#!

piątek, 3 sierpnia 2012

end of jastarnia


A więc. 16 lipca skończyła się jastarniana sielanka i doznałam brutalnego zderzenia z rzeczywistością :D
Było cudownie. Poznałam wspaniałych ludzi, ale i tak ciągle uważam, że mój pierwszy rok w Jastarni był najlepszy. Kiedy znowu pojadę na spotkanie z tą bajkową miejscowością? Zapewne dopiero po powrocie ze Stanów.


Dziękuję Iwonie (szalonej fance Grubsona ;P ), panu Stasiowi (za którym poszłabym w ogień), pani Dorotce (którą wtajemniczyłam w moją małą intrygę dotyczącą mojego męża), pani Maricie (która codziennie rano, nawet w te pochmurne dni obdarzała mnie słonecznym uśmiechem), Marzenie (wiecznie młodej duchem), Magdzie (geniuszowi matematycznemu), Adze (która wprowadziła mnie w tajniki kelnerowania), pani Lilce (srogiej, ale dobrej szefowej), Damianowi (który robi najlepszy ryż z jabłkami i śmietaną na świecie :D ), pani Jadzi i pani Danusi (moim krajankom), pani Basi (za nieudolne próby godania ;D ), Kurczakowi (za to, że codziennie tak dzielnie nosił telewizory xD ), panu Grzesiowi (za cudowne poczucie humoru), panu Grzesiowi-Inżynierowi (za to, że musiałam z Anią uciekać ze stołówki a napadzie śmiechu, kiedy wspomniał o gazach ;P ), pani Bogusi (za papier :D ), Arkowi i Jurkowi (za to, że przywieźli nam nad morze śląsko godka, szlagry i fochy) i całej reszcie, a najbardziej pani Dinie i panu Andrzejowi, bez których tego wszystkiego bym nie zaznała. 


No i szurniętej Ani, którą brali za moją siostrę, dzięki której poznałam gamę przekleństw kiedy stłukła swój perfum z Pucka za 30 zł, która znosiła moje ciągłe gadanie o pewnym panu rehabilitancie, która znosiła też cierpliwie moje fochy i dziwne zachowania, z którą robiłam najgłupsze rzeczy pod słońcem (m.in. śpiewanie Ich Troje w środku nocy, kąpanie się w lodowatym morzu pod koniec maja, lepienie faceta z piasku, skakanie na deszczu w sztormiakach) i z którą uciekałam przed dzikami. Dzięki Ania :D



sobota, 28 kwietnia 2012

freedom!

A więc postanowione. Zmieniam stajla ;D W poniedziałek idę do fryzjera i poproszę o takie obcięcie, żebym mogła sobie stawiać irokeza <3 
Poza tym moja nausznica-smoczyca, musi być dobrze widoczna xD

ahh... czuję się wolna. po 12 latach intensywnej edukacji, nareszcie koniec.
teraz pójdzie z górki. 20 maja Jastarnia, 4 września USA...
a potem nie wiem co. 
ale i tak jest cudownie!

wtorek, 10 kwietnia 2012

aaaa! xD

a więc. moja aplikacja z CC została zatwierdzona. aaaaaaaaale się cieszę!
nie mogę uwierzyć, że już za 4 miesiące będę w Stanach...
mój American Dream się spełnia ;D
ahh...

a oto szkoła, w której będę przez 5 dni się doszkalać ;D
 cudeńko.

 a w ogóle to święta święta i po świętach.
pojadło się babek, baranków cukrowych i innych delikatesów... no ale teraz wypadałoby się za siebie wziąć. w końcu 20 maja trzeba będzie pokazać brzuszek w Jastarni :D
i dobrze by było, gdyby ten brzuszek nie zostawiał śladów na piasku...

wtorek, 3 kwietnia 2012

złośliwcze

Mama: Pójdziesz w sobotę do kościoła poświęcić koszyk?
Ja: Nie
Tata: Na mój grób też nie będziesz chodzić?
Ja: Zakopię cię w lesie i z głowy.

|
|
|
|
dahó face

Nie no. Co by tu... A. Mietek (M.M). Ma dziewczynę.
Eh.

niedziela, 25 marca 2012

los katowicos i grillos

A więc. Oto my, Kevin i Daszek. W Pizzy Hut. Zamówiłyśmy zestaw dla grubych przyjaciół. xD

-O, policja
-To ochrona
-Nie wiem, z tak daleka nie widzę... O, teraz widzę, że ochrona
-Teraz to ja nie widzę...

-Tramwaj jedzie
-Jaki kolor?
-Czerwony
-Wszystkie są czerwone -.-


A poza tym, to Sara się prawie zgubiła w Katowicach. Ciekawe jak to będzie w Nowym Jorku...

W ogóle to byłam też na grillu pod G7. Niechcący wkręciliśmy z Bulionem Grzesiowi, Andzi, Damianowi, Przemkowi, Kunowi i Dawidowi... że Maciek jest gejem. 
A zaczęło się niewinnie, od rozmowy na temat serialu Julia :D

No i ogólnie to sezon grillowy uważam za otwarty.

piątek, 23 marca 2012

lucky Friday

Poziom mojego poczucia humoru definitywnie zaczyna sięgać dna.
Aaaale... no co poradzę.

Założyłam sobie dziś konto w Credit Agricole i uważam to za kolejny krok w dorosłość xD
Poza tym, znalazłam sklep, który jest likwidowany i ma 80% obniżki. 
Dzięki temu stałam się szczęśliwą posiadaczką jeansów i jeansowej kurtki.
Do kolejnych sukcesów dzisiejszego dnia mogę śmiało zaliczyć fakt, że udało mi się namówić mamę na fryzurę sprzed 20 lat... trwałą! ;P

A jutro Katowice z Kevinem...
miejcie mnie bogowie w opiece -.-

środa, 21 marca 2012

Dzisiejszą przygodę życia mogę śmiało zaliczyć do najbardziej przerażających.
Otóż jechałyśmy sobie z Beatą peugeotem do Żor. Jadąc chyba 50 na godzinę, Beata skręciła i wjechałyśmy pod prąd, bo co się okazało? Kierownica się zablokowała w jakiś magiczny sposób. Po moim 'Jezus Maria' jakoś cudem chyba udało jej się skręcić i ocalić nas przed lądowaniem w szczerym polu. Ale to nic. W drodze powrotnej, na drodze szybkiego ruchu (70/h), peugeocik jakby odmówił posłuszeństwa i zaraz za skrzyżowaniem chciał stanąć. Beata najpierw wjechała tyłem na chodnik blokując przejście dla pieszych, a później cudem udało jej się dojechać na wysepkę. Kiedy wydawało się, że auto już 'odsapnęło', udało nam się jakoś wyjechać z Żor i dojechać do Rogoźnej, gdzie Beata rozwinęła prędkość do 60/h, ale dając gazu do dechy skończyło się na marnych 10 km/h. Znów CUDEM podjechałyśmy na kościelny parking, gdzie czekałyśmy na odholowanie przez tatę Beaty i na to aż Jezus zejdzie z krzyża i nas ugryzie, przy okazji zmieniając co rusz miejsce parkingowe z racji tego, że był kompletnie pusty. A potem się okazało, że nie było paliwa... Wniosek do zapamiętania? Kiedy tata mówi, że paliwa wystarczy na jakieś 400 km, należy podzielić liczbę przez jakieś 50. Co poza tym? Nie jeździ się z przekręconym na maksa kluczykiem w stacyjce...

Na górze: relacja na żywo spod kościoła.

czwartek, 15 marca 2012

prawkoooo

zdałamzdałamzdałamzdałam aaaaaaaaaaa!!!!!!!!! xD
i tym cudem się będę kiedyś wozić ;D

o matko. teraz świat stoi przede mną otworem...

poza tym chciałam oddać krew. ale nie chcieli mojej cennej 0Rh-, bo mam stan wirusowy.
i jestem chora. aaaale to nic. bo zdałaaaaaaaaam!!!!!

ale przez co musiałam przejść...
'za szybko zrobiła pani łuk. chyba za pewnie się pani czuje'
'no ale jak jest 30, to proszę jechać 30, a nie 27...'
'a nie można się było ładniej podpisać...'
i to wszystko głosem Lindy xD

niedziela, 11 marca 2012

George Carlin

Jedna z zasad, jakie wpajano katolikom: Jeśli chłopiec wchodzi do Kościoła,  musi zdjąć czapkę, by uszanować obecność Boga. Ale, wcześniej mówili, że Bóg jest wszędzie. Więc myślałem sobie: "Jeśli Bóg jest wszędzie, to po kiego kupować czapkę?" George Carlin

piątek, 9 marca 2012

western z jajem

A więc western w reżyserii Ani C., Beaty K., i Darii C.

Tytuł: O dwóch takich, co ukradli podkowę na Dzikim Zachodzie.

W rolach głównych: Leszek Kiczyński
                                   Jurek Kiczyński
                                   koń Rafał
Aktorzy drugoplanowi: Indianie i kowboje

Sceneria: Południowy Texas, pustynia, w tle drewniana chatka z szyldem z napisem "Kowal" i złotą podkową. Dodatkowo w tle kaktusy i zabłąkany wielbłąd.

Fabuła: W południowym Texasie toczy się walka pomiędzy Indianami z plemienia Sititaci-Tumaci a kowbojami. Spośród tumanów kurzu i piachu wyłaniają się Leszek i Jurek (kowboje o polskich korzeniach). Siedzą na koniu. Niezauważeni przez 'wojujących wojowników', kradną złotą podkowę z szyldu na sklepie Kowala. Po sukcesie jakim była udana kradzież, Leszek i Jurek nadają koniu imię Rafał, które w języku Mitsuhanahana oznacza "zwycięzca".  


A potem dokładnie nie pamiętam co było. Coś, że Leszek i Jurek zaczęli uciekać, a Indianie zaczęli ich gonić. Bracia przeskoczyli kaktusa na koniu Rafale, a Indianie nie dali rady i nabili się na kaktus.
Po czym Leszek i Jurek odjechali w stronę zachodzącego słońca.

the end




czwartek, 8 marca 2012

dziękuję :)

Piotruś, dziękuję Ci za najwspanialszy prezent na dzień kobiet jaki dostałam ;D
Jesteś niemożliwy, niesamowity, niereformowalny... ;P
Wariat i koniec.
Gdybyś tylko widział moją minę...
Haha, a tata otworzył kurierowi drzwi w samych bokserkach, bo myślał, że to ja ;P

Sara, a Tobie dziękuję, za to, że jesteś najlepszą przyjaciółką pod słońcem :D

Dzięki Wam obojgu, za to, że jesteście.

wtorek, 6 marca 2012

i need some optimism

potrzebuję rozmowy z kimś wesołym, kto zawsze ma piekielnie dobry humor i nigdy nie narzeka,
a po rozmowie z nim, jestem spłakana. ze śmiechu... Sara! musimy pogadać :D


wstałam dzisiaj sobie o 12. mama się uparła, że mam posprzątać w pokoju. ale najpierw weszłam na fejsbóka. no i czat z: Kamilem, Dawidem, Anią, Piotrkiem, Javierem, Pawłem...
mama nie dawała za wygraną, za to kiedy weszła po raz piąty do pokoju... ja dałam. 
poza tym spytała co jest ważniejsze od posprzątania 'tego burdeliku'. no nie mogłam jej przecież powiedzieć, że wszystko.


a teraz idę oglądać Julię-mój nowy pochłaniacz czasu ;D

niedziela, 4 marca 2012

rybniko romantiko

Dahó: Ciotka wymiata jak na swoje lata.
Peló: Co ty jadasz, że tak do rymu gadasz.
Daho: Nawet nie czuję, kiedy rymuję, yoł! 
i pogadane :D

Dziś byłam sobie u Pela. Oglądać film ze studniówki. Załapałam się na obiad (dzięki za przepyszne kurczaczki z sosikiem miodowo-musztardowym <3 ).
Na przemówieniu i polonezie wyłączyłyśmy głos i zrobiłyśmy dubbing, którego tematem przewodnim był... cukier. Pośmiałyśmy się z transwestyty, Jołka <co ja klaszcze> i ciotki. Zobaczyłyśmy sobie 'amatorski' taniec z 'nutką profesjonalizmu' ;D ...
No i tyle ogólnie. A teraz zaraz wychodzę... -.-
Spotkanie w planie, oooł je ;D


 'Biała Flaga' Republiki w wykonaniu CeZika... mistrzostwo.

mulateeeek

Sara: Idę do kościoła.
Ja: No to z Bogiem.
Sara: A tobie... w kogo teraz wierzysz?
Ja: ...w Buddę xd
Sara: No to ty idź z Buddą. A nie, bo on latał...
Ej, Sara... Bo ja miałam dzisiaj taki sen... Że byłam w ciąży. I ten... i urodził mi się mały mulatek. Kurde, weź Ty mnie pilnuj tam w USA ;P 
W sensie że jakbym poleciała na jakiegoś białego, albo Chińczyka... to mnie okrzycz. Bo ma być Murzyn, żeby wyszedł mulat :D
http://www.youtube.com/watch?v=msumWLbq1Dk&ob=av2e  
                                              Sahara, pamiętasz nasz debiut 4 lata temu? ;D

piątek, 2 marca 2012

om nom nom


Studniówka. Z Alicją i Martą. Impra życia, a my się wyginamy w kłabuckach, bokserkach i legginsach xd


A w ogóle to jutro impreza. Mama przygotowała jakieś dania, ale... Ale mam pecha. Bo tak: jest gulasz z żołądków, który uwielbiam... ale sobie nie pojem, bo mama dodała cebulę i rodzynki (po cholerę w gulaszu rodzynki?!). Sałatka z tuńczyka, z jajkiem, serem... i cebulą. Szaszłyki z różnymi smakołykami, przeplatane... cebulą. I oliwkami jakby tego było mało. Zrobiła nawet jakieś śmieszne coś z ośmiornicy! Już tak się ucieszyłam, że wreszcie przekonała się do moich preferencji kulinarnych idących w kierunku owoców morza... kiedy okazało się, że dodała tam co? CEBULĘ! Ale ja sobie poradzę... Sara... Będziesz to jeść? ;P

Oto filmik, który mogłabym oglądać dniami i nocami, z przerwą jedynie na siku ;P
http://www.youtube.com/watch?v=uSMlIM9zLio&feature=related

wtorek, 28 lutego 2012

los wagaros na samoobronos

Poszłyśmy dzisiaj z Beti na wagary na dwóch pierwszych lekcjach :D
A konkretnie to pojechałyśmy na DKM do MC'a.
Zamówiłyśmy sobie 2 kawy (przy czym dali nam taki chip, który miał zacząć świecić kiedy reszta naszego zamówienia będzie gotowa)...

... i takie oto gogle boble. Czyli cośtam z syropem klonowym i miodem.

W drodze do szkoły, na Beatę wpadł w autobusie Maciek z Klanu. 


A ponadto, postanowiłyśmy założyć nasz własny biznes. W Rybniku.
Oto, jakie padły propozycje:
1) Otworzymy własnego kebaba... Bo obie wyglądamy jak Araby... Weźmie się Kubicę, bo też taki Arab, żeby mięso ciachał, no i jeszcze Cygan. Będzie robił rumuńską pandę przed kebabem, trochę sobie przyrobi chłopak ;P
2) African Club (w nazwie padło coś Pedalóhó, ale nie pamiętam już dokładnie). W rogu będą stał dzidy... w tej roli jeden z wyżej wspomnianych będzie sobie dorabiał... a dalszej koncepcji brak.
3) Żydowski bar-pustka totalna, tylko na środku X. będzie sobie dorabiał. 


Nasza głupawka sięgnęła apogeum, parę kroków przed szkołą. A wszystko za sprawą jednego, niczego nieświadomego mężczyzny...


 -Ciekawe, czy Bogó już wie, że nas nie będzie na samoobronach.
 -Na pewno. On to chyba w ogóle wcześniej już planuje, a potem zsyła na nas jakieś fluidy...

poniedziałek, 27 lutego 2012

szczewikens xD

Nosotros siedzemos su un balkonos z nogos w zapatos ;D
z Kevinos.

byłam dziś u fryzjera. nie cierpię fryzjerów, boję się ich bardziej, niż dentystów. 
u teraz mi jakoś lżej na głowie... chciałam irokeza sobie zrobić, ale w ostatniej chwili zrobiło mi się szkoda włosów. no i zrezygnowałam xD thóż ze mnie xd

zaraza :|

No to teraz uwaga. Przed państweeem, klasaaa 3Aaa! 
Straszna zaraza, co zresztą widać. Same blondynki :D
Dzisiaj mieliśmy pisać sprawdzian z maty. Czwórca nadawała, więc Ciepła powiedziała, że nie rozda sprawdzianów, dopóki nie będzie ciszy. No to Grucha się wydarła na wszystkich, że mają nie gadać (chociaż poza nimi nie odzywał się nikt). Potem Ciepła mówi do elity, że mają się rozsiąść. I jak Gruszka nagle larmo podniosła, jak nie zacznie pyszczyć... No to Strzoda wykorzystał sytuację, i walnął, że teraz to one robią zamieszanie i mają być cicho, na co klasa wyrzuciła z siebie donośne 'właśnie'. Ktoś coś tam jeszcze dorzucił od siebie, i w końcu Grucha doczepiła się do Patki, że ma zamknąć mordę. No to Patka w kontrataku odpowiedziała, że ona mordy nie ma, na co włączyłam się ja :D Powiedziałam do siebie, pod nosem, że kto jak kto, ale Patrycja na pewno mordy nie ma, natomiast jeśli chodzi o kogoś innego... Potem Peló dorzuciła, że może nawet wymienić osoby, które mają mordy i tak oto w ciągu paru chwil, nastał niezły mordownik. Jak się po lekcji okazało, to, co mruknęłam do siebie o tych mordach, było jednak słychać. I musiało to być całkiem głośne, bo powiedziała mi o tym osoba z ostatniej ławki. A już w ogóle najzabawniejsze jest to, że w centrum tego całego zamieszania stała Ciepła, w jednej chwili zrobiła się cała czerwona na twarzy, jakby to jej dotyczyło, po czym nagle w popłochu zaczęła rozdawać sprawdziany. Ubaw po pachy i to bez kablówki.

niedziela, 26 lutego 2012

blondi xD

 Zabawne, ale kiedyś byłam blondynką. 
Mimo wszystko wolę kiedy mi mówią, że wyglądam jak Arab xd

buddyzm wg pana Wojtka


Otóż dzisiejszy odcinek "Boso przez świat" poświęcony był Buddyzmowi. Pan Cejrowski przedstawił buddyzm jako religię okultystyczną. Budda obłaskawił demony (upadłe anioły), które mają służyć ludziom.

Wyjaśnił też kwestię posążków Buddy. Otóż, dlaczego niektóre posążki odzwierciedlają szczupłego i przystojnego Buddę, a inne ukazują go jako uśmiechniętego grubaska? ;) A no dlatego, że Budda był niezwykle przystojnym mężczyzną. Z tego względu, stanowił ogromne zainteresowanie dla kobiet. Postanowił więc przytyć. Kiedy stał się gruby i łysy, kobiety straciły nim zainteresowanie i Budda ucieszył się, że ma już spokój :D 

A po co w świątyniach buddyjskich kadzidła i nakrapianie przez mnichów? No więc... to ich sposób na przyciągniecie ludzi. I kompletnie nic nie znaczy. Ludzie lubią, kiedy kropi się ich wodą? No to proszę bardzo :D

Lubię medytować. I cieszę się, że przerzuciłam się na Buddyzm. 

 

sobota, 25 lutego 2012

czy piosenka rockowa może być poezją?


Piosenka rockowe może być tekstem o charakterze poetyckim, ponieważ zawiera znamiona utworów poetyckich, takie jak środki stylistyczne, kompozycja. Zarówno wiersze, jak i teksty piosenek zawierają przesłanie od autora skierowane do konkretnego odbiorcy lub ogółu. Przesłania te mają na celu przekazanie treści umoralniających, związanych z podniesieniem na duchu lub stanowiących przemyślenia autora dotyczące konkretnej sytuacji.

Wspólną cechą poezji i piosenek rockowych, jest też ponadczasowość. Dawna i nowa jest spoiwem dla różnych odczuć, jest czymś z kategorii tego co trwałe; zapewne poprzez swoje bogactwo słowa, melodii, symboliki. Może dlatego właśnie wiersze i piosenki rockowe wymagają intymnego z nimi obcowania, intymnego jej odczytywania.

Piosenki, a zwłaszcza piosenki rockowe, są zawsze w pewnym stopniu barometrem nastrojów i wydarzeń, którym świadkują. Niczym literatura - reagują na rzeczywistość, opisują ją, oceniają. Bywają fragmentem współczesnych orientacji kulturowych i tendencji politycznych. Jedną frazą potrafią uwięzić swój czas społeczny, polityczny czy historyczny: portretują więc świat, przetwarzając to, co realne na język oraz muzykę, przy czym bywa to portret niebanalny, bo odmalowany pędzlem dźwięku i słowa.

Fragment mojej prezentacji. Czuję się mądra -.-