niedziela, 25 marca 2012

los katowicos i grillos

A więc. Oto my, Kevin i Daszek. W Pizzy Hut. Zamówiłyśmy zestaw dla grubych przyjaciół. xD

-O, policja
-To ochrona
-Nie wiem, z tak daleka nie widzę... O, teraz widzę, że ochrona
-Teraz to ja nie widzę...

-Tramwaj jedzie
-Jaki kolor?
-Czerwony
-Wszystkie są czerwone -.-


A poza tym, to Sara się prawie zgubiła w Katowicach. Ciekawe jak to będzie w Nowym Jorku...

W ogóle to byłam też na grillu pod G7. Niechcący wkręciliśmy z Bulionem Grzesiowi, Andzi, Damianowi, Przemkowi, Kunowi i Dawidowi... że Maciek jest gejem. 
A zaczęło się niewinnie, od rozmowy na temat serialu Julia :D

No i ogólnie to sezon grillowy uważam za otwarty.

piątek, 23 marca 2012

lucky Friday

Poziom mojego poczucia humoru definitywnie zaczyna sięgać dna.
Aaaale... no co poradzę.

Założyłam sobie dziś konto w Credit Agricole i uważam to za kolejny krok w dorosłość xD
Poza tym, znalazłam sklep, który jest likwidowany i ma 80% obniżki. 
Dzięki temu stałam się szczęśliwą posiadaczką jeansów i jeansowej kurtki.
Do kolejnych sukcesów dzisiejszego dnia mogę śmiało zaliczyć fakt, że udało mi się namówić mamę na fryzurę sprzed 20 lat... trwałą! ;P

A jutro Katowice z Kevinem...
miejcie mnie bogowie w opiece -.-

środa, 21 marca 2012

Dzisiejszą przygodę życia mogę śmiało zaliczyć do najbardziej przerażających.
Otóż jechałyśmy sobie z Beatą peugeotem do Żor. Jadąc chyba 50 na godzinę, Beata skręciła i wjechałyśmy pod prąd, bo co się okazało? Kierownica się zablokowała w jakiś magiczny sposób. Po moim 'Jezus Maria' jakoś cudem chyba udało jej się skręcić i ocalić nas przed lądowaniem w szczerym polu. Ale to nic. W drodze powrotnej, na drodze szybkiego ruchu (70/h), peugeocik jakby odmówił posłuszeństwa i zaraz za skrzyżowaniem chciał stanąć. Beata najpierw wjechała tyłem na chodnik blokując przejście dla pieszych, a później cudem udało jej się dojechać na wysepkę. Kiedy wydawało się, że auto już 'odsapnęło', udało nam się jakoś wyjechać z Żor i dojechać do Rogoźnej, gdzie Beata rozwinęła prędkość do 60/h, ale dając gazu do dechy skończyło się na marnych 10 km/h. Znów CUDEM podjechałyśmy na kościelny parking, gdzie czekałyśmy na odholowanie przez tatę Beaty i na to aż Jezus zejdzie z krzyża i nas ugryzie, przy okazji zmieniając co rusz miejsce parkingowe z racji tego, że był kompletnie pusty. A potem się okazało, że nie było paliwa... Wniosek do zapamiętania? Kiedy tata mówi, że paliwa wystarczy na jakieś 400 km, należy podzielić liczbę przez jakieś 50. Co poza tym? Nie jeździ się z przekręconym na maksa kluczykiem w stacyjce...

Na górze: relacja na żywo spod kościoła.

czwartek, 15 marca 2012

prawkoooo

zdałamzdałamzdałamzdałam aaaaaaaaaaa!!!!!!!!! xD
i tym cudem się będę kiedyś wozić ;D

o matko. teraz świat stoi przede mną otworem...

poza tym chciałam oddać krew. ale nie chcieli mojej cennej 0Rh-, bo mam stan wirusowy.
i jestem chora. aaaale to nic. bo zdałaaaaaaaaam!!!!!

ale przez co musiałam przejść...
'za szybko zrobiła pani łuk. chyba za pewnie się pani czuje'
'no ale jak jest 30, to proszę jechać 30, a nie 27...'
'a nie można się było ładniej podpisać...'
i to wszystko głosem Lindy xD

niedziela, 11 marca 2012

George Carlin

Jedna z zasad, jakie wpajano katolikom: Jeśli chłopiec wchodzi do Kościoła,  musi zdjąć czapkę, by uszanować obecność Boga. Ale, wcześniej mówili, że Bóg jest wszędzie. Więc myślałem sobie: "Jeśli Bóg jest wszędzie, to po kiego kupować czapkę?" George Carlin

piątek, 9 marca 2012

western z jajem

A więc western w reżyserii Ani C., Beaty K., i Darii C.

Tytuł: O dwóch takich, co ukradli podkowę na Dzikim Zachodzie.

W rolach głównych: Leszek Kiczyński
                                   Jurek Kiczyński
                                   koń Rafał
Aktorzy drugoplanowi: Indianie i kowboje

Sceneria: Południowy Texas, pustynia, w tle drewniana chatka z szyldem z napisem "Kowal" i złotą podkową. Dodatkowo w tle kaktusy i zabłąkany wielbłąd.

Fabuła: W południowym Texasie toczy się walka pomiędzy Indianami z plemienia Sititaci-Tumaci a kowbojami. Spośród tumanów kurzu i piachu wyłaniają się Leszek i Jurek (kowboje o polskich korzeniach). Siedzą na koniu. Niezauważeni przez 'wojujących wojowników', kradną złotą podkowę z szyldu na sklepie Kowala. Po sukcesie jakim była udana kradzież, Leszek i Jurek nadają koniu imię Rafał, które w języku Mitsuhanahana oznacza "zwycięzca".  


A potem dokładnie nie pamiętam co było. Coś, że Leszek i Jurek zaczęli uciekać, a Indianie zaczęli ich gonić. Bracia przeskoczyli kaktusa na koniu Rafale, a Indianie nie dali rady i nabili się na kaktus.
Po czym Leszek i Jurek odjechali w stronę zachodzącego słońca.

the end




czwartek, 8 marca 2012

dziękuję :)

Piotruś, dziękuję Ci za najwspanialszy prezent na dzień kobiet jaki dostałam ;D
Jesteś niemożliwy, niesamowity, niereformowalny... ;P
Wariat i koniec.
Gdybyś tylko widział moją minę...
Haha, a tata otworzył kurierowi drzwi w samych bokserkach, bo myślał, że to ja ;P

Sara, a Tobie dziękuję, za to, że jesteś najlepszą przyjaciółką pod słońcem :D

Dzięki Wam obojgu, za to, że jesteście.

wtorek, 6 marca 2012

i need some optimism

potrzebuję rozmowy z kimś wesołym, kto zawsze ma piekielnie dobry humor i nigdy nie narzeka,
a po rozmowie z nim, jestem spłakana. ze śmiechu... Sara! musimy pogadać :D


wstałam dzisiaj sobie o 12. mama się uparła, że mam posprzątać w pokoju. ale najpierw weszłam na fejsbóka. no i czat z: Kamilem, Dawidem, Anią, Piotrkiem, Javierem, Pawłem...
mama nie dawała za wygraną, za to kiedy weszła po raz piąty do pokoju... ja dałam. 
poza tym spytała co jest ważniejsze od posprzątania 'tego burdeliku'. no nie mogłam jej przecież powiedzieć, że wszystko.


a teraz idę oglądać Julię-mój nowy pochłaniacz czasu ;D

niedziela, 4 marca 2012

rybniko romantiko

Dahó: Ciotka wymiata jak na swoje lata.
Peló: Co ty jadasz, że tak do rymu gadasz.
Daho: Nawet nie czuję, kiedy rymuję, yoł! 
i pogadane :D

Dziś byłam sobie u Pela. Oglądać film ze studniówki. Załapałam się na obiad (dzięki za przepyszne kurczaczki z sosikiem miodowo-musztardowym <3 ).
Na przemówieniu i polonezie wyłączyłyśmy głos i zrobiłyśmy dubbing, którego tematem przewodnim był... cukier. Pośmiałyśmy się z transwestyty, Jołka <co ja klaszcze> i ciotki. Zobaczyłyśmy sobie 'amatorski' taniec z 'nutką profesjonalizmu' ;D ...
No i tyle ogólnie. A teraz zaraz wychodzę... -.-
Spotkanie w planie, oooł je ;D


 'Biała Flaga' Republiki w wykonaniu CeZika... mistrzostwo.

mulateeeek

Sara: Idę do kościoła.
Ja: No to z Bogiem.
Sara: A tobie... w kogo teraz wierzysz?
Ja: ...w Buddę xd
Sara: No to ty idź z Buddą. A nie, bo on latał...
Ej, Sara... Bo ja miałam dzisiaj taki sen... Że byłam w ciąży. I ten... i urodził mi się mały mulatek. Kurde, weź Ty mnie pilnuj tam w USA ;P 
W sensie że jakbym poleciała na jakiegoś białego, albo Chińczyka... to mnie okrzycz. Bo ma być Murzyn, żeby wyszedł mulat :D
http://www.youtube.com/watch?v=msumWLbq1Dk&ob=av2e  
                                              Sahara, pamiętasz nasz debiut 4 lata temu? ;D

piątek, 2 marca 2012

om nom nom


Studniówka. Z Alicją i Martą. Impra życia, a my się wyginamy w kłabuckach, bokserkach i legginsach xd


A w ogóle to jutro impreza. Mama przygotowała jakieś dania, ale... Ale mam pecha. Bo tak: jest gulasz z żołądków, który uwielbiam... ale sobie nie pojem, bo mama dodała cebulę i rodzynki (po cholerę w gulaszu rodzynki?!). Sałatka z tuńczyka, z jajkiem, serem... i cebulą. Szaszłyki z różnymi smakołykami, przeplatane... cebulą. I oliwkami jakby tego było mało. Zrobiła nawet jakieś śmieszne coś z ośmiornicy! Już tak się ucieszyłam, że wreszcie przekonała się do moich preferencji kulinarnych idących w kierunku owoców morza... kiedy okazało się, że dodała tam co? CEBULĘ! Ale ja sobie poradzę... Sara... Będziesz to jeść? ;P

Oto filmik, który mogłabym oglądać dniami i nocami, z przerwą jedynie na siku ;P
http://www.youtube.com/watch?v=uSMlIM9zLio&feature=related