piątek, 3 sierpnia 2012

end of jastarnia


A więc. 16 lipca skończyła się jastarniana sielanka i doznałam brutalnego zderzenia z rzeczywistością :D
Było cudownie. Poznałam wspaniałych ludzi, ale i tak ciągle uważam, że mój pierwszy rok w Jastarni był najlepszy. Kiedy znowu pojadę na spotkanie z tą bajkową miejscowością? Zapewne dopiero po powrocie ze Stanów.


Dziękuję Iwonie (szalonej fance Grubsona ;P ), panu Stasiowi (za którym poszłabym w ogień), pani Dorotce (którą wtajemniczyłam w moją małą intrygę dotyczącą mojego męża), pani Maricie (która codziennie rano, nawet w te pochmurne dni obdarzała mnie słonecznym uśmiechem), Marzenie (wiecznie młodej duchem), Magdzie (geniuszowi matematycznemu), Adze (która wprowadziła mnie w tajniki kelnerowania), pani Lilce (srogiej, ale dobrej szefowej), Damianowi (który robi najlepszy ryż z jabłkami i śmietaną na świecie :D ), pani Jadzi i pani Danusi (moim krajankom), pani Basi (za nieudolne próby godania ;D ), Kurczakowi (za to, że codziennie tak dzielnie nosił telewizory xD ), panu Grzesiowi (za cudowne poczucie humoru), panu Grzesiowi-Inżynierowi (za to, że musiałam z Anią uciekać ze stołówki a napadzie śmiechu, kiedy wspomniał o gazach ;P ), pani Bogusi (za papier :D ), Arkowi i Jurkowi (za to, że przywieźli nam nad morze śląsko godka, szlagry i fochy) i całej reszcie, a najbardziej pani Dinie i panu Andrzejowi, bez których tego wszystkiego bym nie zaznała. 


No i szurniętej Ani, którą brali za moją siostrę, dzięki której poznałam gamę przekleństw kiedy stłukła swój perfum z Pucka za 30 zł, która znosiła moje ciągłe gadanie o pewnym panu rehabilitancie, która znosiła też cierpliwie moje fochy i dziwne zachowania, z którą robiłam najgłupsze rzeczy pod słońcem (m.in. śpiewanie Ich Troje w środku nocy, kąpanie się w lodowatym morzu pod koniec maja, lepienie faceta z piasku, skakanie na deszczu w sztormiakach) i z którą uciekałam przed dzikami. Dzięki Ania :D